Marcin Witkowski: Dlaczego związał się Pan z Polskim Stowarzyszeniem Posadzkarzy?

Henryk Wagner: Funkcjonuję w branży posadzkarskiej od ponad 20 lat i od zawsze brakowało mi instytucji, która zajmowałaby się przede wszystkim naszymi problemami. Trudno było, między innymi, dotrzeć do właściwych informacji technicznych uwzględniających aktualny stan wiedzy. Początkowo byłem jednak mocno sceptyczny co do skuteczności jej działania. Wiedziałem o tym, że już w 2007 roku podjęto takową próbę, ale niewiele z niej wynikało. Jednak gdy na początku 2013 roku kilku kolegów przyszło do mnie, zauważyłem w nich ogromną determinację i chęć działania. Nie bez obaw i wewnętrznych oporów dołączyłem do nich oferując swój czas i pieniądze. Dziś uważam, że była to bardzo dobra decyzja.

MW: Jaka jest rola PSP w życiu branży?

HW: Moim zdanie nie do przecenienia. Wreszcie mamy swoją organizację, która nie tylko jest, ale na dodatek prężnie działa. Bardzo szybko dostrzegli to nasi Członkowie Wspierający, którymi są producenci wykładzin, chemii budowlanej jak i branż pokrewnych, takich jak narzędzia, czy listwy. Ich liczba przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. PSP wykonało już ogrom pracy, mimo wciąż za małej liczby aktywnie działających członków. Przygotowaliśmy cykl szkoleń, przeprowadziliśmy egzamin i wreszcie mamy naszych pierwszych rzeczoznawców. Aż trudno uwierzyć, że do stycznia 2014 roku nie mieliśmy w Polsce ani jednego rzeczoznawcy w zakresie wykładzin. O potrzebie ich istnienia świadczy chociażby liczba zgłaszanych zleceń na ekspertyzy. Nawet sądy zauważyły ich obecność i chętnie to wykorzystują. Rzeczoznawcy są jednak przede wszystkim gwarantem powstania nowych, skrojonych na naszą miarę, informacji technicznych, których przestrzeganie będziemy propagowali nie tylko u naszych członków, ale w miarę możliwości w całej branży budowlanej. Jest jeszcze jedna, z pozoru błaha sprawa, jaką są kontakty międzyludzkie. Lepiej się wzajemnie poznajemy i dzięki temu łatwiej jest nam rozmawiać ze sobą nawet w sytuacjach konfliktowych.

MW: Jak widzi Pan przyszłość tej organizacji?

HW: Jestem przekonany, że jeszcze przez wiele lat będziemy organizacją bardzo silnie rozwijającą się i konsolidującą. Mamy wiele spraw do nadrobienia. Szybko rozwijające się technika i technologia wprowadziły, również na rynek posadzkarski, dużo nowych produktów i rozwiązań. Niestety, instytucje ogólnobudowlane odpowiedzialne za stronę informacyjną i prawną nie nadążają za zmianami. To zadanie spada więc na nas. Wykładziny zajmują dziś znaczące miejsce na rynku budowlanym. Współpraca producentów, dystrybutorów i firm wykonawczych z PSP daje gwarancję doskonalenia całego procesu począwszy od produkcji, a kończąc na montażu i prawidłowej eksploatacji wykładzin. Coraz większy nacisk kładziemy na jakość i estetykę. Na końcowym efekcie, jakie daje i jakie jeszcze może dać prawidłowe, estetyczne i funkcjonalne wykorzystanie wykładzin. Stąd wynika następny kierunek naszego działania, jakim jest ścisła współpraca z uczelniami Akademiami Sztuk Pięknych. Rozpoczęliśmy szkolenia dla przyszłych projektantów wnętrz. Współpracujemy z władzami uczelni wyższych, kształcących na tych kierunkach. Nasze kursy uwzględnione zostały w programie nauczania. Wprowadziliśmy także Pilotażowy Program Rekomendacji. Mamy ambicje promować i wspomagać najlepsze firmy naszej branży. Dążeniem każdej, istniejącej organizacji jest postrzeganie jej jako instytucji posiadającej właściwe i przejrzyste zasady działania. W tym kierunku również zrobiliśmy kilka kroków. Uchwaliliśmy Kodeks Etyki Zawodowej i wybraliśmy Komisję ds. Etyki i Arbitrażu. Jej zadaniem jest przygotowanie zasad powołania i działania Sądu Koleżeńskiego oraz przygotowanie i przeprowadzenie szkoleń dla przyszłych arbitrów i mediatorów. Jak widać potrzeb jest wiele i pracy na najbliższe lata nam nie zabraknie.

MW: Na rynku posadzkarskim największe kontrowersje wzbudza system rezerwacji projektów. Co Pan sądzi na ten temat?

HW: Nie znam systemu doskonałego. Zawsze ktoś będzie niezadowolony, a inny będzie czuł się pokrzywdzony. To normalne i trudno się temu dziwić. Zakładając jednak dobre intencje pomysłodawców uważam, że takie systemy są przydatne i potrzebne. Zdarzają się jednak sytuacje patologiczne, polegające na umniejszaniu lub wręcz negowaniu pracy jednych kosztem innych. Najczęściej są to partykularne interesy poszczególnych handlowców. Problem powstaje jednak wtedy, gdy osoba decyzyjna nie chce lub nie potrafi w porę zareagować. Przejrzystość w takich sprawach jest niezmiernie istotna. Sam prowadzę niewielką firmę i wiem z jakimi problemami
stykam się na co dzień. Będąc niedawno stroną w jednym z takich konfliktów okazało się, że wszyscy zainteresowani
mogą spokojnie usiąść przy jednym stole, porozmawiać i szybko wypracować porozumienie satysfakcjonujące wszystkie strony konfliktu. Niewątpliwie przyczynił się do tego fakt, iż głównymi zainteresowanymi byli członkowie Polskiego Stowarzyszenia Posadzkarzy.

MW: Pana hobby to bieganie. Dlaczego Pan to robi?

HW: Rozpocząłem bieganie w momencie zapisania się do PSP, co zapewne jest przypadkiem, ale niektórych dziwi, że w moim wieku znajduję na to energię. Stało się to dla mnie pewnym sposobem na życie. Lubię biegać, daje mi to satysfakcję. Udział w imprezach masowych dostarcza pozytywnego zastrzyku adrenaliny, zwłaszcza wtedy, gdy wygrywam z dużo młodszymi od siebie. Będąc jednak człowiekiem mocno zapracowanym zarówno we własnej firmie jak i w PSP czasami trudno jest znaleźć czas na trening. Można jednak wstać trochę wcześniej, przebiec kilka kilometrów, wziąć prysznic i pojechać do pracy. Trzeba tylko chcieć, a mnie się ciągle jeszcze chce. Bieganie ułatwia mi utrzymać odpowiedni balans pomiędzy pracą, a czasem wolnym, podtrzymuje i tak nie najgorszą kondycję fizyczną, a przede wszystkim poprawia myślenie. Tę samą pracę mogę wykonać szybciej i lepiej.
Do zobaczenia na Biegu Powstania Warszawskiego w ostatnią sobotę lipca!